Przyszła jesień. Lubię jesień, bo wtedy długo śpię :D I często jem ciepłe śniadania. Dziś ponoć z samego ranka przymroziło, co doskonale ukazało złożoność męskiego lenistwa. Mój P. chciał jechać do pracy autem, ale zobaczył, że szyby zmrożone, i że trzeba szukać skrobaczki, że skrobać szyby... Poszedł więc do pracy na pieszo :P Daleko nie ma (20 minut spaceru), ale fascynuje mnie męska logika - przez lenistwo wykonał większy wysiłek! Tak chyba potrafią tylko mężczyźni!
A ja dziś zaspałam wszędzie i na wszystko. Śniły mi się głupoty, które umęczyły mnie w nocy tak, że otworzyłam oko o 9:30 :D Ostatnie kilka miesięcy wstawałam regularnie przed 7.00, a tu dziś taki szok! Ale przynajmniej się wyspałam! Jako że byłam wypoczęta na maxa, to postanowiłam zrobić śniadanie na wypasie - czyli takie weekendowe (wiem, wiem... kryteria wypaśności u każdego bywają różne!).
Wczoraj podczas porządków wpadła mi w ręce książka jajko! No i musiałam z niej dziś coś przygotować... Tak powstały jajeczno-kukurydziane babeczki.